sobota, 14 lutego 2015

trochę na dzień dobry





Mój pierwszy wpis. Takie ekscytujące.
Już wcześniej próbowałam prowadzić tego bloga, ale jedyne co powstało z moich wypocin to wersja robocza z 10 lutego 2014. Żałosne?
Żałosne
A więc zaczynam jeszcze raz i mam wielką nadzieję, że nie poddam się po pierwszym wpisie. Niestety czasem dosyć często tak u mnie bywa, że łatwo się poddaję, we wszystkim.
Eh…
Dobra. Mój blog będzie o wszystkim co robię, zrobię i zrobiłam. Interesuję się gotowaniem, pieczeniem, cukierniczeniem i wszystkim co jest związane z kreatywnością. Nie będę skromna - jestem kreatywna, ale i kurczestrasznie leniwa. Mam problem z depresją i odnalezieniem się. Są dni kiedy przez chwilę tryskam radością i strzelam tęczą budując pozorną maskę radosnej dziewczynki, ale gdy już zostaję sama to w sekundę zamykam się w swoim, smutnym świecie.
Diagnoza: Jestem uzależniona od ludzi, nie mogę być sama.

Uuuhuhu! 14 luty! Walentynki!  
Wieczór taki romantyczny z moim wiernym kubkiem z Kubusiem i Prosiaczkiem, Internetem i arbuzową gumą do żucia <3. Kocham bycie singielką wśród tylu miziających się par. To smutne, ale jestem jedną z dwóch osób z mojej klasy które nikogo nie mają… ale nie będę płakać bo trza być twardym. I tako.
W ogóle to śnił mi się mój „ex”. Miał (w tym śnie) nedrodziewiczy wąsik, krzywy zgryz i garba. Śmiałam się a on spytał -  dlaczego?. Odpowiedziałam, że tak o z życia. To było dziwne uczucie ale jakieś miłe.

Nie wiem o czym pisać, a nie chcę lać wody więc żegnam się z wami (o ile ktokolwiek to przeczyta) i lecę oglądać Pingwiny z Madagaskaru.

Ciao!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz